niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział II. Przysięga

Fl'ar zdołał bezpiecznie, choć wciąż mając w pamięci straszny sztorm, dopłynąć do zachodniego brzegu księstwa Anoroera. Przycumował swą małą, drewnianą łódkę w miasteczku o nazwie Usterlin i skierował swe kroki do pobliskiego budynku aby zapłacić za pobyt w porcie. Dopiero gdy uregulował kwotę i oddalił się w stronę centrum miasteczka pozwolił sobie na to aby jego myślami zawładnęły ostatnie wydarzenia. Jeszcze nie poukładał sobie do końca tego co się stało i choć wiedział, że nie ma chwili do stracenia, najpierw musiał uporządkować swoje myśli. W jego głowie rozszalały się obrazy. Strome schody , po których biegnie razem z Ulfasem. Ciemny pokój na szczycie latarni i sterta nieuporządkowanych zwojów. Jeden szczególny, już kruszący się zwój z pieczęcią króla i opatrzony uroczystym słowem – Przysięga. Potem nieokiełznany ogień trawiący latarnię i straszna postać, która ukazała się mu na schodach. Szaleńczy bieg w dół po drewnianych stopniach i widok upadającego Ulfasa.
Młodzieniec zatoczył się chwiejnie pod ciężarem wspomnień. Śmierć Ulfasa była dla niego osobistą tragedią. Powinien zostać i razem ze swoim mistrzem zmierzyć się z bestią. Powinien wcześniej uświadomić sobie, że jego przyjaciel nie jest taki szybki jak on i może potrzebować pomocy. Te i całą resztę błędów wytykał sobie Fl'ar idąc drogą w stronę zamku króla Garantiela. Zmierzał na spotkanie z władcą i radą królestwa. Wieści, które przynosił z pewnością ich nie ucieszą, są jednak nadzwyczaj ważne.
Dotarłszy do zamku Fl'ar prowadzony przez strażników udał się do komnaty, w której miał poczekać na króla. Po oficjalnym powitaniu przeszedł do rzeczy. Opowiedział co zdarzyło się jemu i jego mistrzowi przy latarni Ongylionu. Mimo że w głowie młodzieńca nadal trwał zamęt, udało mu się przedstawić bieg wydarzeń w miarę składnie. Gdy skończył nastała cisza.
Król Garantiel odchylił się na krześle i zamyślił się pocierając swą niemalże białą brodę. Większość członków rady przyglądała się królowi bądź podobnie jak on zamyśliła się i starała przyjąć do wiadomości informacje oznajmione im przez młodzieńca. Po chwili, która Fl'arowi wydawała się wiecznością, król przemówił.
- Informacje, które nam przynosisz młodzieńcze są o tyle ważne jak i zaskakujące. Ubolewam wraz z tobą nad stratą tak wiernej i oddanej osoby jaką był Ulfas. Zawsze był do końca oddany sprawie, tak jak i tym razem. Nie rozpaczajmy jednak nad przeszłością i skupmy się na tym co dzięki twojemu mistrzowi i tobie – tu skinął głową w stronę Fl'ara – zdołaliśmy się dowiedzieć. Jak wynika z opowieści jaką przed chwilą usłyszeliśmy nasze królestwo nie jest znów całkiem bezpieczne. Stwór, który zaatakował Fl'ara i Ulfasa jest, czy był, jednym z Drekkarów.
Na te słowa niektórzy z członków rady skrzywili się, inni pokiwali smutno głowami, a także na paru twarzach malowało się lekkie zaskoczenie.
Fl'ar z kolei usłyszawszy nieznaną mu nazwę spojrzał na członków zgromadzenia z pytaniem w oczach. Widząc to król smutno westchnął i rozpoczął opowieść dziejącą się wiele lat przed jego urodzeniem.
- Tysiąc lat temu Afenor zbudował potężne królestwo. Przysiągł ludziom i olbrzymom, że będzie ich bronił przed smokami co też uczynił. Pokonał je i przegnał na dalekie południe. Tam jednak smoki zawarły przymierze z młodszym bratem Afenora, Bregorem, i powstała ludzko-smocza rasa Drekkarów. Afenorowi nie udało się wybić ostatnich smoków i królestwo północy rozpadło się na trzy księstwa. Jakiś czas później smoki skryły się na południu i mimo że podział na księstwa istnieje do dziś królestwo jest zjednoczone podobnie jak tysiąc lat temu.
- Za sprawą Waszej Wysokości oczywiście – wtrącił z uśmiechem jeden z doradców króla, co ten skwitował skinieniem głowy.
- Owszem. Teraz jednak dowiedzieliśmy się, że rasa Drekkarów nie ogranicza się do terenów południa, skoro jednego z nich, a możemy być pewni, że jest ich więcej, napotkali Ulfas i Fl'ar. Niewykluczone jest także, – król przerwał na chwilę by zebrać myśli i oznajmić zatrważającą wieść – że smoki znów są na wolności i lada chwila zaczną nękać mieszkańców Ongylionu.
Tym razem na twarzach wszystkich uczestników obrad malowało się zaskoczenie, a także na obliczach starszych – strach. Jednak jeszcze bardziej zaskoczyły ich dalsze słowa władcy.
- W tej chwili królestwo jest zagrożone jak nigdy dotąd. Przysięga złożona przez Afenora setki lat temu, jak się okazuje, nadal obowiązuje. Wielka moc słów jakie zostały napisane i przypieczętowane jest tak potężna, że złamanie jej grozi całkowitym unicestwieniem królestwa już na zawsze.
Nikt więcej już się nie odezwał. Każdy próbował wyobrazić sobie jakie skutki poniosło by za sobą złamanie starodawnej przysięgi. Fl'ar także rozmyślał z powagą o zaistniałej sytuacji. Próbował uzmysłowić sobie jaką wielką moc mają te stare słowa, że złamanie przysięgi spowodowałoby tak wielki ogrom zniszczeń. Zrozumiał, że napisanych słów, mimo że bardzo starych, nie da się już cofnąć. Wtedy dotarło do niego, że nie miecze, nie katapulty, ale słowa są najpotężniejszą bronią, jaką się ludzkość posługuje.

Rozdział I. Sztorm

W powietrzu jeszcze przez chwilę unosił się rozpaczliwy krzyk Fl'ara. Bardzo szybko jednak zastąpiły go szalejące wokół małej łódki ogromne fale, które rozbijały się szaleńczo o skały, jak i o burty drobnego statku. Potężne chlusty wody już wlewały się na pokład przez co łódka co raz szybciej nabierała wody. Na ten widok rozbiegane myśli młodego Fl'ara, na przekór szalejącemu sztormowi, zwolniły.
W tej chwili sytuacja na pokładzie nie przedstawiała się najlepiej. Jeśli szybko nie wypłynie z zatoki bardzo prawdopodobne, że siła potężnych fal i wiatru zepchnie go na pobliskie skały. Nie mając chwili do stracenia zabrał się za ratowanie łódki. Chwycił wiadro, przezornie zostawione tak, aby zawsze było pod ręką i szybkimi ruchami zaczął wybierać wodę z zalanego pokładu. Gdy odciążył nieco łódkę, ta zaczęła się niebezpiecznie przechylać pod wpływem szalejącego żywiołu. Fl'ar rzucił wiadro, popędził do steru i wprawnym okiem ocenił sytuację na morzu. Wiatr wzmagał się coraz bardziej i zbliżał się do punktu kulminacyjnego, a na to młodziniec wolał być przygotowany. Szybkim i precyzyjnym ruchem obrócił łódkę o 90o zwracając ją dziobem w stronę ogromnych fal. Aż zaparło mu dech w piersiach gdy wiatr uderzył w niego z tak ogromną siłą, z jaką jeszcze nigdy nie musiał się zmagać.
Przeprawa przez zatokę nie była jeszcze najtrudniejszym etapem podróży. Młodzieńcowi i jego małej łódce morze wysoko stawiało poprzeczkę. Drobny okręt wspinał się dzielnie po falach starając się nie ulec wichurze i jakimś magicznym sposobem dostać się w zbliżający się, ku uldze Fl'ara, przesmyk między dwiema wysokimi ścianami kamiennych klifów. Za przesmykiem rozciągało się księstwo Anoroera, do którego młodzieniec usiłował dopłynąć. Przygotowawszy się na ostatni wysiłek w czasie tego sztormu chłopak naparł mocno na ster i mimo ogromnej siły jaką włożył w jego poruszenie obrócił swą łódkę zalewie delikatnie w prawo kierując się między masywy skał.